Tylko 14 dni wakacji w Saksonii….

Opublikowano przez

Dzień Pierwszy – Podróż i pierwszy zachwyt.

Z naszego rodzinnego Kórnika do Saksonii nie mamy daleko, to tylko 374 km. Większość do przejechania po autostradach, możemy więc jak nigdy ruszyć spokojnie po śniadaniu, bez pośpiechu. Wyjeżdżamy więc ok. 11:00, droga mija spokojnie i ok. 15:30 docieramy do Drezna na dworzec kolejowy, gdzie zamierzamy kupić w informacji turystycznej karty upoważniające do bezpłatnych wstępów do zamków i obiektów turystycznych. Za 70€dostajemy dwie karty „schloesserlandKARTE” dla dorosłych przy których dzieci do lat 15 też mogą zwiedzać zamki, pałace i fortyfikacje w Saksonii bez dodatkowych opłat. Więcej o karcie można znaleźć tutaj: www.schloesserland-sachsen.de. 
Upss, widocznie obraz został już usunięty z sieci

Po kolejnych 40 minutach podróży jesteśmy w Pfaffendorf, niewielkiej wiosce położonej 1,5km na zachód od miasteczka Konigstein. Po załatwieniu formalności z właścicielem wynajętego przez nas mieszkania (Ferienwohnungen im Ferienhaus Königstein) udajemy się na zakupy i przygotowujemy na kolejny dzień a tym samym pierwszy dzień naszego zwiedzania Saksoni.

Dzień drugi – Dumna twierdza Konigstein.

Pochmurny poranek, nastraja nas leniwie i niezbyt chce nam się wybywać z domu, Po śniadaniu gramy w planszówki ale gdy słońce coraz odważniej wyłania się z poza chmur ruszamy na szlak. Tego dnia czeka nas piesza wędrówka do twierdzy Konigstein. Szlak mamy tuż pod domem, więc znalezienie go nie jest problemem, wiedzie on krawędzią lasu na wzgórzu Heideberg skąd można podziwiać monumentalny cel naszej podróży oraz różne formacje skalne.

Po drodze odwiedzamy miasteczko Konigstein z urokliwymi ciasnymi uliczkami i kameralnym rynkiem oraz kościołem miejskim, po wejściu do kościoła, jesteśmy zdziwieni wnętrzem, jest ono bardzo surowe, na pierwszy rzut oka, że pochodzi z epoki klasycyzmu a zewnętrznie kościół jest wyraźnie barokowy. Wyjaśnienie tej zagadki znajdujemy na tablicy z opisem historii kościoła. Został on zniszczony w trakcie wielkiego pożaru w roku 1810. Ponieważ ściany fundamentowe nie uległy zniszczeniu podczas odbudowy odtworzono oryginalną konstrukcję i zaprojektowano nowe wnętrze wg. klasycystycznego smaku z ołtarzem w formie greckiego portyku jonowego. Jest on umieszczony pod światło i był pierwotnie przeznaczony do malowania, pozostawiono go jednak w surowej formie. Kiedy światło słoneczne przechodzi przez czyste, odnowione okna i wpada do ołtarza, sprawia, że ​​jego żywa struktura wyróżnia się na tle surowego wnętrza. W szczycie świątyni można odkryć starożytny chrześcijański symbol: trójkąt z okiem symbolizujący Boga.

Dalej pozostaje nam już tylko wspinaczka przez las do twierdzy Konigstein, wybieramy szybką aczkolwiek stromą trasę o nazwie: „Patrouillenweg” .

Niespiesznie docieramy do twierdzy, stojąc na dole przy kasach już czujemy się malutcy wobec ogromu i potęgi tej fortyfikacji. Przy kasie rejestrujemy naszą kartę SchloesserlandKarte, będzie ona ważna od tego dnia przez rok czasu. Rodzinny bilet wstępu do twierdzy to 25€, karta kosztowała 70€, pozostaje nam jeszcze -45€ do czasu gdy zacznie ona pracować na naszą korzyść. Panorama z każdej strony twierdzy jest oszałamiająca, szczególnie widok na wijącą się w dole Łabę. Niewątpliwą atrakcją jest możliwość zwiedzania przez dzieci wystawy pt. „Na królewskim kamieniu” w strojach z epoki Augusta II Mocnego.

Na Konigstein spędzamy ponad 2h a można by jeszcze więcej, szybka kawka i szukamy zejścia przez leśne dukty. Nie chcemy powtarzać trasy, trochę więc dziko na azymut a trochę różnymi ścieżkami docieramy do Pfaffendorf.

Cała wycieczka ze zwiedzaniem to 6,5h spacer, podczas którego przebywamy 9,1km i pokonujemy 340m różnicy wysokości.

KonigsteinmapaKonigsteinprofil

Wieczorkiem dzieci i żona relaksują się w ogrodzie a ja znajduję czas na szybką wycieczkę rowerową. Tereny typowe dla roweru MTB, pogoda sprzyjała więc można było trochę zwiedzić z perspektywy siodełka.

Pierwsze kilometry to jazda w dość trudnym terenie wokół wzniesienia „Quirl„, na całym szlaku nie spotykam nikogo, tylko dzika przyroda i ptactwo.

Dalej jest już wygodniej gdyż po asfaltowych drogach, co nie oznacza, że jest łatwiej. Szwajcaria Saksońska choć nie wysoko to dla rowerzystów jest wymagająca. Wzniesienia są krótkie lecz dość strome. Po ok. 1h jazdy docieram do Pirny. Opis wizyty w tym miasteczku będzie w dalszej części. Wybieram mniej uczęszczane drogi, dzięki czemu jedzie się spokojnie i bezpiecznie.

Konigstein-Pirna-MTB-Route

Dzień trzeci – Roszpunkowa wieża na Pfaffenstein.

Z tarasu naszego domu wakacyjnego rozciąga się widok na formację skalną Pfaffenstein. To cel naszej kolejnej wycieczki podczas trzeciego dnia saksońskich wakacji.

Pfaffenstein
Pfaffenstein

Mamy blisko i wydaję nam się, że będzie to szybki spacer, tymczasem po dotarciu do granicy lasu, Pfaffenstein wita nas stromym podejściem po drabinkach i skalnych schodkach.

Nie trwa to długo, raptem 300m podczas którego pokonujemy 100m w górę, zabawne jest przeciskanie się z plecakiem przez wąskie szczeliny. u góry czeka na nas nagroda w postaci pięknego widoku.

Domowe2017_0703(017)

Postanawiamy jednak zejść ponownie trochę niżej do jaskini, która bardziej okazuje się okazałą jamą, tym razem zejście jest tak wąski, że plecami zostawiamy w jakiejś szczelinie skalnej i „na lekko” idziemy szukać jaskini.

Na Pfaffenstein można spędzić naprawdę dużo czasu, skakanie pomiędzy kolejnymi skałkami i spoglądanie w dół, sprawia, że nogi lekko drżą ze strachu, ale przy zachowaniu odpowiedniej dozy rozsądki jest naprawdę bezpiecznie, wszędzie gdzie jest to wymagane są barierki zabezpieczające.

W tym surowym środowisku wśród skałek odnajdujemy zajazd Berggaststätte „Pfaffenstein“, polecamy pyszny sernik i makowiec. Nic tak nie smakuje jak dobre ciasto podczas ciekawej wycieczki.

Tuż przy gospodzie jest wieża widokowa, porośnięta bluszczem i wybijająca się wysoko ponad drzewa została okrzyknięta przez nasze dzieci wieżą Roszpunki. Posileni ruszamy zobaczyć Barbarine, skałkę, która jest często zdobywana przez wspinaczy.

Wracając wybieramy okrężną drogę od strony Zach-Płn, dzięki czemu towarzyszy nam panorama Konigstein.

Wycieczka choć krótka (zaledwie 4km) to obfitująca w wiele atrakcji i pięknych widoków.PfaffensteinWanderTrip

Po południem kolejny wypad rowerowy, który zatytułowany został: „Przez enerdowsko – czeskie zadupie„. Tytuł nie powstał bez przyczyny, przez ponad 50km trasy spotkałem zaledwie cztery osoby i a zasięg sieci telefonii komórkowej był może raptem na 30% obszaru podczas tej wycieczki.

Przekraczając granicę pomiędzy Niemcami a Czechami zastanawiałem się kto częściej korzysta z tej ścieżki, dzikie zwierzęta czy ludzie ?

Domowe2017_0703(083)

Dzień czwarty – Barokowe Drezno i wieeeelka Pizza

Czwartego dnia nadszedł czas na Drezno, niekwestionowaną stolicę Saksonii. Postanawiamy tym razem skorzystać z oferty niemieckich kolei. Bilet sieciowy, rodzinny,  dobowy z dodatkowym bonusem 4h kupiony w automacie VVO na dworcu kosztuje zaledwie 19€.  Biorąc pod uwagę, że można się na podstawie tego biletu poruszać również autobusami i tramwajami po Dreźnie, wyjazd własnym samochodem i opłacenie parkingu byłoby zupełnie nieracjonalne.
S1-SSW_1024x800px

Zwiedzanie Drezna zaczynamy od Grosser Garten. Oczywiście nie może się obejść bez obowiązkowej jazdy koleją parkową. I tu znowu kłania się nam SchlosserlandKARTE, bilet rodzinny na kolejkę kosztuję standardowo 15€, z naszą kartą mamy 50% zniżki, a więc oszczędzamy 7,50€. W tym momencie do pełnego zwrotu kosztów karty brakuje nam 37,50€. Ale teraz o kolejce, pociągi wyglądają jak miniaturowe zabawki dla dzieci, jak znana mi kolejka TT z dawnego NRD. Wszystko jest w pełni profesjonalne, dyżurni ruchu, przejazdy, zwrotnice szlabany, etc. Czujemy się jak w jakiejś bajce.

Po kolejce czas na spacer po parku, z racji tego, że jest środek lata to park już od samego rana jest pełen ludzi: wycieczki szkolne, starsze osoby ćwiczące jogę, biegacze czy też zaczytani w książkach lub prasie, wszyscy znajdują spokojnie miejsce dla siebie, wśród kwiatów i wszechobecnych fontann.

Mimo, że mamy bilet na autobus postanawiamy przespacerować się do starego miasta, chcemy poznać trochę Drezna nie tylko tego z katalogów i folderów turystycznych. Przechodzimy obok muzeum higieny, nie mamy czasu aby je zwiedzić, zostawiamy ten obiekt na kolejną wizytę w Saksonii. Drezno to nie tylko barok, to również blokowiska i trabanty, które już raczej nie są podstawowym środkiem transportu mieszkańców ale raczej stanowią teraz atrakcję dla turystów i są wspomnieniem poprzedniej epoki.

Po ok. 30 minutach spaceru docieramy na Rynek starego miasta ze słynnym pasażem Altmarkt. Zakupy interesują nas zdecydowanie mniej niż zabytki. Nasze zwiedzanie zaczynamy od kościoła Św.Krzyża, udaje nam się wejść na wieżę kościelną, skąd rozciąga się wspaniały widok na Drezno. Akurat gdy wspinamy się po schodach rozbrzmiewają kościelne dzwony (jest 12:00), dźwięk przeszywa nas na wylot, niesamowite uczucie.

Domowe2017_0704(045)

Nacieszywszy oczy wspaniałymi panoramami, opuszczamy wieżę kościelną i ruszamy w kierunku Zwinger. W drodze zaliczamy pyszną kawkę w cukierni Lindt. Polecamy to miejsce fanom słodkości i czekolady :-).

Gdy docieramy do Zwinger jesteśmy tak oszołomieni, że nie wiemy od czego zacząć. Obiekt nas po prostu powalił na kolana.

Domowe2017_0704(087)

Zwiedzanie zaczynamy od wystawy matematyczno – fizycznej, zgromadzono tu zbiory związane z tymi naukami ścisłymi, między innymi wszelkiego rodzaju urządzenia do obserwacji nieba, sprzęty nawigacyjne i wspaniałe zegary astronomiczne. Co ciekawe większość z nich działa do dnia dzisiejszego.

Kolejny etap to zbiory porcelany a wśród nich misternie zdobione naczynia, figurki a nawet karuzele z całego świata.

Po nakarmieniu oczu przyszedł czas aby nakarmić brzuchy :-). Po recenzjach w TripAdivsor wybraliśmy Pizzerię L’Osteria. Niestety nie doczytaliśmy tylko jak duże są serwowane tam pizze i nieopacznie zamówiliśmy 4szt.

Domowe2017_0704(116)

Po zjedzeniu tych pyszności nie mamy już siły na dalsze zwiedzanie, łapiemy pociąg do Konigstein i jedziemy relaksować się w ogrodzie.

Dzień piąty – Elberadweg odsłona pierwsza

Piąty dzień to dobry czas na rodzinną wycieczkę rowerową. Saksonia Szwajcarska charakteryzuje się krótkimi stromymi wzniesieniami, co może być kłopotem dla mniej wprawnych cyklistów, jednak jest trochę „płaskich” szlaków, w tym jeden, który wyjątkowo nadaje się na rodzinną wycieczkę, to Elberadweg. Jadąc wzdłuż Łaby możemy być spokojni, że nasze nogi nie zmęczą się zbytnio.

Wybieramy się do Pirna, infrastruktura jest świetna, cała ścieżka to gładki asfalt, co kilka km wyznaczone są miejsca odpoczynku, a przy tym towarzyszą nam piękne widoki. W Pirna trafia nam się przy ścieżce świetny plac zabaw, dzieci nie przepuszczą takiej okazji, mamy więc extra odpoczynek. Drogę powrotną planujemy drugą stroną Łaby, tak aby zwiedzić maleńkie miasteczko Wehlen.

Domowe2017_0705(027)

Już na pierwszy rzut oka widać, że miasteczko żyje z turystyki rowerowej, kawiarenki, sklepiki z pamiątkami i nawet świątynia specjalnie dla rowerzystów.

Polecamy pyszne lody w Cafe Marktstübchen, tradycyjnie robione z własnej receptury.

Domowe2017_0705(015)

Posileni lodami ruszamy dalej do Rathen, gdzie czeka nas przeprawa promowa na drugi brzeg Łaby, koszt tej przeprawy to zaledwie 5€ za bilet rodzinny z rowerami. Pozostaję nam już znana część szlaku rowerowego Elberadweg i na koniec dość stromy podjazd w Pfaffendorf.

Cały przebieg wycieczki można zobaczyć tutaj: Rodzinnie wzdłuż Łaby. W skali 1-5 stopień trudności można ocenić na 2, natomiast subiektywna ocena krajoznawczo turystyczna to 5, przyznana od całej naszej rodzinki.

Dzień szósty – Bastei – Św. Gral Saksonii Szwajcarskiej

Być w Saksonii i nie przespacerować się po Moście Bastei to jak być w Rzymie i nie widzieć Papieża. Nie chcieliśmy jednak aby w tym dniu to był jedyny cel naszej wycieczki, dodajmy, że wycieczki pieszej.

basteibrucke

Ruszamy z parkingu przy drodze S163 nieopodal Carola-Stein. Jesteśmy jednymi z pierwszych turystów, jest dość wcześnie, ścieżka wiedzie przez las i wita nas cisza i spokój, naturalna przyroda i wspaniały poranny śpiew ptaków.

Po ok. godzinie wędrówki docieramy do Rathen. Tu już nie jest tak cicho, to znany kurort pełen turystów startujących z tego miejsca na szlaki w kierunku słynnej Bastei.

Po szybkim zwiedzaniu straganów z pamiątkami kierujemy się schodami, niebieskim szlakiem na Bastei. Na Bastei tłumy, jest gwarno ale widoki rekompensują tą małą uciążliwość.

Już mamy troszkę dosyć tłumów i dreptania gęsiego jeden za drugim, skoro Bastei zaliczone uciekamy więc na mniej ruchliwe szlaki. Po dotarciu do Schweizerhaus wskakujemy na niebieski szlak prowadzący do doliny rzeki Grunbach. Dzieci mają świetną zabawę w skalnych labiryntach, którymi poprowadzoną ścieżkę.

Ścieżką Knotenweg docieramy do Teufelsbrucke i pensjonatu Polenzatl, polecamy tam zupkę węgierską/gulaszową. Dalej  już wąwozem wzdłuż rzeki Polentz docieramy do auta i ruszamy do naszego tymczasowego domu w Konigstein.

Dzień siódmy – Zielone sklepienie.

Zielone Sklepienie cieszy się światową sławą jako jeden z najbogatszych skarbców w Europie. Muzeum jest podzielone na dwie strefy stałej wystawy o różnym charakterze. W Historycznym Zielonym Sklepieniu – skarbiec Augusta Mocnego zniszczony podczas II. Wojny Światowej i otwarty ponownie w 2006 r. – prezentowane są inspirujące dzieła sztuki w oryginalnej barokowej scenerii. Zgodnie z odświętną architekturą mieści się tutaj ponad 3000 arcydzieł sztuki jubilerskiej i złotniczej oraz cenne wyroby z bursztynu i kości słoniowej, naczynia z kamieni szlachetnych i pełne artyzmu statuetki z brązu, ustawione w dramaturgicznej przestrzeni muzealnej bez witryn. W Nowym Zielonym Sklepieniu można podziwiać z bliska wybrane dzieła sztuki. Witryny ze szkła absorpcyjnego i najnowocześniejsza technika świateł umieszczają poszczególne dzieła sztuki w centrum i pozwalają na niezwykle bliskie podziwianie ich detali. Do unikalnych eksponatów Komnaty należą m. in. dzieła drezdeńskiego nadwornego jubilera Dinglingera, takie jak „Dwór Wielkiego Mogula” oraz „Złoty serwis do kawy” lub „Drezdeński Zielony Diament”.

Do wartych zobaczenia miejsc w Zamku Rezydencyjnym należą ponadto wieża Hausmannsturm, Mały Dziedziniec Zamkowy, Angielskie Schody oraz Galeria Książąt. „Rezydencja Sztuki i Nauki” mieści również publiczną Bibliotekę Sztuki.

Pierwszy raz spotkaliśmy się z takimi środkami bezpieczeństwa w muzeum. Musieliśmy oddać do depozytu torby, plecaki oraz aparaty fotograficzne, nie można było używać telefonów komórkowych. Tuż przed wejściem każdy został zeskanowany i sprawdzony w specjalnej śluzie. Czuliśmy się jak bohaterowie powieści Dan’a Brown’a :-).

Ale warto, warto, oj warto, misternie zdobione sztukaterie, serwisy kawowe, największy na świecie zielony diament o astronomicznej wartości. Bogactwo, bogactwo jeszcze raz bogactwo, widać, że August II Mocny był koneserem sztuki.

Dzień ósmy – latarnia morska w środku Saksonii.

Piesze i muzealne doznania czas zamienić na dwa kółka. W ósmym dniu saksońskich wakacji ruszamy autem obładowanym rowerami do Moriztburga na rowerowy szlak Teichroute. Wycieczkę zaczynamy od zwiedzania zamku w Moriztburgu. Z naszą schloesserlandKARTE wchodzimy do zamku za 0,00€ (!!!), a więc kolejne 16,00€ do przodu, czyli jeszcze 21,50€ i karta się zwróci (mhh… ale czy tak będzie na pewno ???).

Zwiedziwszy zamek i ogród wsiadamy na rowery. Teichroute to stosunkowo łatwa trasa poprowadzona w większości lasami i drogami szutrowymi lub lokalnymi drogami asfaltowymi o niewielkim ruchu samochodów.

Trasa Teichroute oznaczona jest symbolem latarni morskiej, spotkamy ją mniej więcej w połowie trasy tuż przy jeziorze położonym przy Pałacyku Bażancim, który jest najmniejszym Pałacem Królewskim w Saksonii a wspomniana wcześniej latarnia jest najstarszą latarnią śródlądową w Niemczech.

W drodze powrotnej jeszcze jedna niespodzianka, tuż za Moriztburgiem zatrzymujemy się aby samodzielnie nazbierać owoców w sadzie, po około godzinie pracy mamy pełen koszyk borówek i malin. Takie świeżo rwane o niebo lepsze niż te w markecie. Polecamy tą zabawę/pracę, bardzo fajne przeżycie szczególnie dla miejskich dzieciaków.

Dzień dziewiąty – prawie lenistwo w ogrodzie.

Niedziela i już ponad połowa naszego pobytu w Saksonii. Czas na regenerację i pełen luzik z odpoczynkiem w ogrodzie, książki, opalanie na leżaku, degustacja zapasów z piwniczki, ……i takie tam.

Dzieci okupywały lokalny plac zabaw a moja rogata dusza nie mogła usiedzieć tak długo na miejscu i śmignąłem troszkę na rowerze po okolicy. Oczy nakarmione wspaniałymi widoki i mocno zmęczone nogi to efekt tego wypadu, który nazwałem „Wokół Bastei„.

WokółBastei

Dzień dziesiąty – Barokowo, ogrodowo, pałacowo.

Wydawałoby się, że poniedziałek to dzień mocno niemuzealny, a jednak grafik otwarcia obiektów w Saksonii nie pozwala się nudzić. Ruszamy tym razem na samochodową wycieczkę.

Pierwszy na trasie jest ogród barokowy Großsedlitz. Karta schloesserland zadziałała znowu bezproblemowo, zamiast 15,00€, wchodzimy za darmo :-), czyli zostało nam 6,50€ żeby zakup karty się opłacił. Chyba można by spędzić tu cały dzień, z uwagi, że jesteśmy z rana trafiamy na moment napełniania i uruchomienia fontan, przechadzamy się labiryntami ogrodowymi niczym barokowi książęta wśród drzewek na których rosną cytrusy.

Domowe2017_0710(036)

Zaglądamy też do pałacu …. i pałacowej kuchni, przez lekko uchylone drzwi widzimy składzik starych luster, nieodrestaurowanych rzeźb, starych malowideł i mnóstwa przedmiotów. Czujemy się niczym ekipa w Panu Samochodziku Nienackiego, szczególnie naszą uwagę przykuwa ścienne malowidło z efektem trójwymiarowej rekurencji.

Domowe2017_0710(020)

Ruszamy dalej do Miśni, naszym celem jest kolebka Saksonii czyli zamek Albrechta.  Jest ciepło, a wręcz upalnie i burzowo, więc zanim wejdziemy do zamku moczymy nogi w fontannie.

Orzeźwieni możemy przystąpić do zwiedzania. No i tym razem karta schlösserland już jest na plusie, bilet rodzinny kosztuje 18,00€ a my znowu wchodzimy za free. Bardzo przyjemne jest to, że tym razem dostajemy audio przewodniki w języku polskim. Zamek to istny labirynt i perła architektury, poddawany ciągłym przebudowom, rozbudowom, z mnóstwem komnat, z których każda ma jakieś znaczenie i swój indywidualny styl oraz historię. Naszą uwagę zwracają ciekawe rodzaje sklepień np. jedyne jakie widzieliśmy sklepienie łukowo-przeplatane, nowatorskie jak na ówczesne czasy, schody klatki schodowej oraz pięknie zdobione drzwi.

Opuszczamy zamek i pędzimy do przylegającej do zamku katedry. Kolejna perła architektury z „maleńkimi” drzwiami wejściowymi. Domowe2017_0710(113)

A tuż za drzwiami, monumentalna świątynia, wysoka i surowa.

Po tej dawce architektury czas na kawkę i lemoniadę w jednej z uroczych kafejek z tarasem, z którego roztacza się wspaniały widok na stare miasto. Z kuchni dobiega tak smakowity zapach kartoflanki, że nie sposób nie spróbować tego niemieckiego specjału.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

No i w drodze powrotnej spacer na rynek uliczkami jak z południa Europy wśród sklepików, kramików i straganów z rękodziełem i oczywiście porcelaną.

Na tym kończymy zwiedzanie Miśni, pozostaje niedosyt, że nie starczyło tym razem czasu na muzeum porcelany, ale przynajmniej będziemy mieli kolejny pretekst aby tu wrócić.

Dzień jedenasty – Powrót do czasów NRD.

Jakoś tak wyjątkowo aura lekko deszczowa, pakujemy się więc w auto jedziemy do Pirny do Muzeum DDR.  Dla naszych dzieci to odkrywanie dziwnego świata zasłyszanego w opowieściach rodziców, dla nas nostalgiczny powrót do kolonii spędzanych w bratniej socjalistycznej republice niemieckiej.

Oprócz takich eksponatów będących marzeniem w latach młodości jak elektroniczny złoty zegarek, czy magnetofon kasetowy typu jamnik, znajdziemy w muzeum całe salki tematyczne: sklep, posterunek niemieckiej policji, klasę szkolną, przedszkole, eksponaty z niemieckiego odpowiednika Pewexu czyli Intershopu, zbiór kaset i płyt winylowych, pokój szpitalny, trabanty przygotowane do biwakowania, MZ i kolarzówki, pokój partyjny, posterunek wojskowy, a nawet Stassi, słowem NRD w pigułce. Bardzo fajne muzeum … i jakoś tak zawsze te towary w NRD były trochę lepsze niż w naszym rodzimym Społem.

Po obiedzie poprawia się pogoda, wiec można wyskoczyć na wypad rowerowy typu: „Up&Down”. na zjazdach w lesie było z lekkimi uślizgami. Był to wyjazd MTBowy na zasadzie hop w górę i speedem na dół, gdyż jedyny płaski odcinek to jakieś 4km wzdłuż Łaby.  Lubię te góry coraz bardziej, mógłbym tu zamieszkać.

Wycieczka rowerowa: Up & Down

Dzień dwunasty – Rowerem do Drezna.

Skoro już mamy ten szlak Elberadweg pod nosem, nie ma się co lenić, trzeba wsiadać na rowery i ruszać. Kierunek, a jakże: Drezno. Pogoda nam dopisywała a droga wzdłuż rzeki zasadniczo była płaska więc jechało się dobrze. Po drodze kafejki, place zabaw, gdyż to w końcu wycieczka rodzinna z dziećmi, więc nie mogło zabraknąć lodów, ciastek i częstych przerw. Wystroiliśmy się z synkiem w koszulki z napisami „POLSKA” na plecach i niczym Szurkowski i spółka na wyścigu pokoju pomykaliśmy wśród Jurgenów, Olafów, Helg czy też Katherin.

Naszym celem była w Dreźnie dzielnica Kunsthofpassage z grającym deszczowym domkiem i innymi artystycznymi budynkami.

Domowe2017_0712(069)

Wracamy do Konigstein pociągiem, a tam niespodzianka, trafiamy na letnią ciepłą ulewę, stwierdzamy, że nie ma co czekać, wsiadamy na nasze rowerki i ostro pedałujemy pod górę …. na grilla.

Dzień trzynasty – przez Lilienstein na ostatni parowiec.

Raz rowerem, a raz pieszo. Nie ma co siedzieć na miejscu gdy dopisuje pogoda. Dzień wcześniej było wzdłuż Łaby na północ rowerami, to teraz na południe ale pieszo. Głównym celem wycieczki jest Lilienstein, charakterystyczne samotnie stojące skaliste wzgórze wznoszące się na 415 metry n.p.m. położone na prawym brzegu Łaby, więc musimy się przeprawić promem pieszo-rowerowym. Początkowo ścieżka wiedzie stromymi schodami wśród budynków, aby po wypłaszczeniu dotrzeć do podnóża skalistego wzniesienia.

Podejście na szczyt jest krótkie ale dość strome, na samej górze szlak wiedzie drabinkami i podestami, widoki z góry są oszałamiające, widać pięknie wijącą się Łabę oraz twierdzę Konigstein.

Dalej już tylko mamy w dół, w dół i w dół. Spokojną, łagodną ścieżką docieramy do Bad- Schandau.  Na miejscu postanawiamy zjeść obiad w chińskiej restauracji. Karta ma blisko 50 pozycji, kelnerka mówi słabo po niemiecku, ale w końcu zamawiamy cztery różne potrawy, gdy je dostajemy wszystkie smakują tak samo. Tak to bywa z chińskimi knajpkami albo dostajesz ryż z warzywami albo warzywa z ryżem.

Wracamy do Konigstein parowcem, w końcu być nad Łabą i nie popłynąć parowcem to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża.

Dzień czternasty – Wśród pięknych winnic Radebeul.

Ostatni dzień w Saksoni, czas wznieść toast za udane wakacje, ale nie byle pierwszym winem z marketu, po wino jedziemy na rowerowy szlak Weinberge-Tour.  Bez zbędnych ceregieli, gdyż Pałac w Moritzburgu już wcześniej zwiedzaliśmy wsiadamy na rowery i ruszamy w drogę. Początkowo jest łagodnie asfaltami i szutrowymi ścieżkami docieramy do stromego zjazdu w lesie. Zaczynają się górki i dołki.

WeinbergeTour

W Radebeul zaczynają się winnice i wniarnie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Wybór win jest tak duży, że porzucamy początkowy pomysł aby kupić jedną butelkę i zabrać ją rowerem w dalszą drogę i postanawiamy wrócić tu samochodem po większą partię tych wspaniałych trunków. Póki co koncentrujemy się na zwiedzaniu Pałacu Wackerbarth i przylegających do niego winnic.

Po powrocie żyjemy już trochę przygotowaniami do wyjazdu. Rozpoczyna się lekko nerwowy i smutny moment pakowania walizek.

Na drugi dzień rano, żegnamy się na naszymi sąsiadkami, które pasły się przy naszym płocie przez ostatnie dwa tygodnie i bogatsi o nowe wspomnienia ruszamy w krótką podróż do domu.

Domowe2017_0715(001)

Podsumowanie

Czternaście dni w Saksonii to zdecydowanie za krótko, zostaliśmy tylko miło połechtani atrakcjami tego mało popularnego w Polsce, turystycznego regionu naszych zachodnich sąsiadów. Wrócimy na pewno !!! Jesteśmy zdania, że również miesięczny urlop byłby za krótki.

Po raz kolejny przekonujemy się również, że w cenie zorganizowanych wakacji w tureckim czy egipskim hotelowym kurorcie można mieć o wiele ciekawsze wakacje tuż za miedzą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s