Dobro Jutro Słowenio !!!

Opublikowano przez

Ruszamy w 2-dniową podróż.

Startujemy równo z końcem roku szkolnego, chyba jesteśmy rodziną najszybciej wyruszającą z Kórnika na wakacje. O 9:40 odbieramy Natalię z zakończenia roku szkolnego a już o godz. 10:00 opuszczamy nasz uroczy Kórnik aby wkrótce powiedzieć: „Dobro Jutro Slovenio„.

20180622_170853

Do przejechania mamy ok. 1.300km, nie chcemy tego robić na wariata i gnać na jeden raz stąd decyzja o noclegu w bawarskiej wiosce za Monachium. Zatrzymujemy się w  urokliwym pensjonacie w Wattersdorf . Polecamy go ze względu na spokój i pyszne śniadanie. Drugiego dnia ruszamy niespiesznie, w końcu do przejechania tylko mała Austria i ich tunele. Po drodze zatrzymujemy się na pyszną pizze w Flachau. Niestety trafiamy na korek przed tunelem St.Micheale co zabiera nam dobrą godzinę z podróży. Granicę ze Słowenią przekraczamy pod ziemią, fajnie tak wjechać w tubę a Austrii i wynurzyć się już w Słowenii. 

20180627_061240

Słowenia to naprawdę mały kraj, po niecałej godzinie od przekroczenia granicy jesteśmy na miejscu, na naszą bazę noclegową wybraliśmy miejscowość Stara Fuzina, tuż przy jeziorze Bohinjskim.

20180627_191827

Dzień pierwszy – Wąwóz Vintgar.

Wąwóz Vintgar to, ze względu na wyjątkowy urok i wspaniałą czystą wodę, jedna z największych atrakcji turystycznych Słowenii. To też dobra wycieczka na początek pobytu w górach, trasa nie jest długa i nie jest wymagająca i łatwo się zaaklimatyzować. Warto tam się wybrać wcześnie, gdyż już od ok. godz. 10:30 zaczynają się tłumy. My jesteśmy na miejscu o 8:40 i udaje nam się w spokoju zwiedzić ten wspaniały zakątek.

Przed wejściem znajduje się budka z biletami oraz toalety. Wejście dla rodziny 2+2 kosztuje 15€. Uwaga, można płacić tylko gotówką !!!

Jak donoszą źródła w internecie sam wąwóz powstał pod koniec ostatniego zlodowacenia, ok. 10 000 lat temu i został wyrzeźbiony przez rzekę Radovna, która – co ciekawe – jeszcze przed zlodowaceniem płynęła w odwrotnym kierunku. Liczy 1,6 km i biegnie pomiędzy majestatycznymi wzgórzami Hom i Bort. Wąwóz jest bardzo głęboki. Jego ściany pną się na wysokość od 50 do nawet 100 metrów, co robi piorunujące wrażenie. Najpiękniejsze widoki są jednak w rzece pod nami.  Szlak biegnie nad rzeką – raz wzdłuż jednej ściany wąwozu, by po chwili przeciąć rzekę Radovnę i przykleić się do ściany po jej drugiej stronie. Obok nas możemy podziwiać najróżniejsze formy wyrzeźbione w miękkiej warstwie triasu wapiennego oraz bogatą szatę roślinną.

Jedynymi elementami wykonanymi przez człowieka, jakie mijamy na trasie zwiedzania, to malowniczy most kolejowy unoszący się ponad 30 metrów nad ścieżką oraz prawie niewidoczne elementy hydroelektrowni.  Hydroelektrownia jest ładnie ukryta pod ziemią i praktycznie niewidoczna z poziomu trasy zwiedzania. My naszej podróży nie kończymy przy 13-metrowym wodospadzie Šum, największym słoweńskim wodospadzie rzecznym, lecz wspinamy się wyżej do wioski Zasip, tam robimy kółeczko przechodząc przez miejscowy cmentarz i wracamy do wąwozu od strony elektrowni.

Nas najbardziej ujmuje kolor i czystość wody w rzece Radovna, zresztą czystość wody chyba będzie zachwycać nas na każdym kroku naszego pobytu w Słowenii.

W Niedzielę i święta w większości sklepy w Słowenii są nieczynne a te które są otwarte, czynne są do 15:00 lub do 13:00, udaje nam się wejść po zakupy żywnościowe w miejscowości Bohinjska Bistrica do Mercatora (najpopularniejsza sieć sklepów w Słowenii) o godz. 12:59. Ceny żywności w Słoweni są delikatnie wyższe niż w Polsce, ok. 15-20% więcej zapłacimy za typowy koszyk produktów takich jak mleko, sery jogurty, makarony, mięso, wędliny itp.

Po południu zwiedzamy okoliczne ścieżki rowerowe. Infrastruktura jest bardzo dobra a ścieżki pięknie przygotowane do jazdy i świetnie oznakowane, jednak trzeba pamiętać, że to góry i nawet w dolinach trafiają się krótkie ale strome podjazdy i zjazdy. Rowerem w okolicy Stara Fuzina.

Dzień Drugi – jezioro Bohinj spacer wokół.

Drugi dzień wita nas deszczem, jak to w górach pogoda zmienna jest i już, więc deszcz mija równie szybko jak się pojawia. Mimo, że to Poniedziałek to na szlakach dużo ludzi, Słoweńcy obchodzą Dzień Niepodległości.

Wybieramy się na spacer wokół jeziora Bohinj, trasa urokliwa, spokojna i bardzo łatwa, niby 14km ale jakoś tak niespiesznie robi nam się 5h wycieczka, trochę za sprawą błotnistego podłoża a trochę za sprawą pięknych widoków. Jest co podziwiać, przyroda aż zapiera dech w piersiach.

W miejscowości Ukanc na drugim końcu jeziora zjadamy pyszne hamburgery z frytkami domowej roboty. Rewelacyjne w smaku, do tego kawka podana z likierem w kieliszeczku z czekolady. Pyszności … mniam. Taki hamburger kosztuje 7€, kawa to wydatek 2,7€, za piwko zapłacimy 1,7€.

Dzień Trzeci – wiosłowanie i „winnowanie” w Bled.

Bled czyli absolutnie obowiązkowa pozycja na mapie zwiedzania Słowenii, kościół na maleńkiej wysepce to wizytówka wszystkich filmików reklamowych Słowenii.

Zależy nam na tym aby zwiedzić zamek w Bled, popływać łodzią wiosłową po jeziorze i dostać się na wysepkę. Ruszamy dość wcześnie i udaje nam się zaparkować na jednym z niewielu darmowych parkingów. Do Zamku trzeba się troszkę wdrapać pod górkę, jednak gdy już obetrzemy pot z czoła naszym oczom ukazuje się jezioro bledskie w całej okazałości.

Zamek w Bledzie jest według zapisów historycznych najstarszym zamkiem w Słowenii. Pierwszy zapis na jego temat sięga 1011 roku, gdy nazwany był castellum Veldes. Stoi na wspaniałej, wielkiej skale, wznoszącej się 130 metrów nad poziom jeziora. Zamkowe zbiory nie są imponujące, wyposażenie wnętrz nie pochodzi z zamku, jest jednak charakterystyczne dla kultury mieszkalnej czasów, które przeżył. Przy tak ograniczonych zbiorach słoweńcy zadbali, żebyśmy nie zanudzili się w tych lekko pustych salach, mamy więc tam typowe dla takich miejsc atrakcje jak np. wybijanie monet czy strzelanie z łuku. Nas kusi możliwość zakorkowania własnej butelki wina.

Przy okazji zamieniamy kilka słów w języku polsko słoweńskim 🙂 z sympatycznym Panem obsługującym piwniczkę z winami, narzekamy na „polskich futbolistów” i udajemy się na bledzką kremówkę. Kawa i pyszne ciacho w takich okolicznościach i z takim widokiem, nie trafia się to często.

Po takich kremówkach przychodzi czas na wypalanie cukru, wypożyczamy łódź wiosłową, od razu na 2h, kosztuje to 14€, wypożyczalni łódek jest cała masa, w każdej wypożyczenie łodzi kosztuje podobnie. Oczywiście można popłynąć dużą łodzią razem z obsługą ale takie samodzielne wiosłowanie to nie tylko frajda ale i wolność wyboru trasy.

Po pół godzinie kręcenia się po jeziorze dobijamy do wysepki na jeziorze, która jesy pokryta drzewami i krzewami a w nich skrywa dzwonnicę, kościółek, plebanię, małą samotnię. O wysepce istnieje mnóstwo legend. Jeszcze przed czasami chrześcijaństwa była tu słowiańska świątynia na cześć bogini o imieniu Živa, patronki miłości. Po przyjęciu chrześcijaństwa okoliczny lud zmuszony został zamienić wielobóstwo na wiarę chrześcijańską, dlatego kapliczka otrzymała imię Maryi. Przy schodach (jest ich 99 – będąc tam warto przeliczyć!) postawiono jeszcze jedną kapliczkę, a przed kościółkiem rzeźbę Marii Magdaleny.

W Bled można spędzić cały dzień i nie będziecie się nudzić, to prawdziwa perełka.

Dzień Trzeci – Jaskinia Postojna i Zamek Predjama.

Idziemy za ciosem, skoro była perełka w postaci Bled to następna na naszej liście jest Jaskinia Postojna. Ze Starej Fuziny mamy 130km w tym spory odcinek autostradą więc po 1,5h jesteśmy na miejscu. Bilety kupiliśmy tydzień wcześniej w Internecie na określoną godzinę, gdyż jaskinia ta jest mocno oblegana przez turystów i warto zarejestrować swój przyjazd, uniknie się wtedy przykrej niespodzianki w postaci braku miejsc lub długich kolejek.

20180627_123231

Jaskinię zwiedza się przez ok. 2h. Jaskinia Postojna to 24-kilometrowy labirynt przejść, galerii oraz komnat. To także największa i najczęściej odwiedzana w Europie jaskinia typu „klasyczny kras”, a do tego jedna z najpiękniejszych. My zapisaliśmy się do grupy z przewodnikiem anglojęzycznym, warto posłuchać opowieści o tym jak stopniowo odkrywano tą jaskinię, o żołnierzach, którzy tu ukrywali się w trakcie II wojny światowej.

Ogromne wrażenie robi też możliwość obserwowania ślepego płaza, Odmienica jaskiniowego (Proteus anguinus). Ze względu na kolor skóry zbliżony do skóry człowieka określa się go mianem „ludzka ryba”.

Po zwiedzaniu warto się posilić, my nie szukamy daleko korzystamy z ogródka grillowego przy wyjściu z jaskini, ceny przystępne, jedzenie dobre, więc możemy polecić.

Ledwie 10 km od Jaskini Postojna znajduje się Zamek Predjama. Osadzony od ponad 700 lat na 123 metrowym klifie; potężna, doskonała kryjówka obronna prostego rycerza-rebelianta, barona-rabusiów, i bohatera wielu romantycznych legend imieniem Erazam z Predjama.

Więcej o zamku można przeczytać tutaj: visitslovenia-zamek-Predjama.

20180627_141246

20180627_135207

Dzień Czwarty – cisza i spokój na Planinach

Uff, ostatnie dni obfitowały w moc wrażeń i atrakcji i zachciało nam się trochę odpocząć wśród dzikiej przyrody, postanowiliśmy wybrać się w góry, w końcu jesteśmy w alpach Julijskich.

Uzbrojeni w mapy i prowiant ruszamy na Planiny, Planiny czyli górskie polany. W ten dzień pogoda nas nie rozpieszcza, na starcie lekko mży i nasze dość mocno oklejają się błotem. W Słowenii szlaki turystyczny znakowane są typowo po alpejsku, biała kropka z czerwoną obwódką, niedbała strzałka na kamieniu i to wszystko, trzeba sobie radzić z mapą, kompasem, wyczuciem i orientacją w terenie, nie jesteśmy prowadzeni po sznureczku przez określony kolor szlaku jak w naszych górach.

Trasa naszej wycieczki wiedzie przez jedno schronisko i rolnicze pastwisko. Przechodząc przez pastwisko kupujemy fantastyczny ser dojrzewający, za 10€ kupujemy solidny kawał sera, który taszczymy w plecaku przez kawał drogi, później okaże się, że ten ser jest tak pyszny że chętnie byśmy po niego ponownie poszli raz jeszcze.

Szlak który wybraliśmy jest bardzo dziki, spotykamy niewielu turystów, jest tylko przyroda i my, świetne uczucie i odpoczynek po oblężonej przez turystów jaskini Postojnej. Gdy docieramy do schroniska chętnie korzystamy z ciepłego obiadu, bierzemy krupnik, gulaszową oraz na polentę. Polenta nas nie zachwyca ale za to gulaszowa i krupnik palce lizać. Jest to nasze kolejne spotkanie z lokalną kuchnią w Słowenii i okazuje się, że jest ona bardzo podobna do naszej rodzimej.

Szlaki w tej części Alp Juliskich na tych wysokościach przypominają nasze beskidzkie, choć miejscami są bardziej strome a przez to że nie są zbyt często uczęszczane czasami nie jest łatwo namierzyć właściwą ścieżkę.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dzień Piąty – wodospad Boka i wąwóz Tolmin

Wodospad Boka to jeden z największych i najpiękniejszych wodospadów Słowenii. Znajduje się on w północno-zachodniej części kraju w malowniczej scenerii wysokich szczytów Alp Julijskich w bezpośrednim sąsiedztwie włoskiej granicy. Woda spada tu z wysokości przeszło 106 metrów, a szerokość całej kaskady osiąga nawet do 18 metrów. Poniżej głównego wodospadu znajduje się drugi mniejszy mierzący około 33 metrów, co w sumie daję kaskadę o wysokości blisko 140 metrów. Po obfitych wiosennych opadach przepływa tędy nawet do 100 m3 wody na sekundę.

Mapy Google podpowiadają nam dwie trasy do wodospadu BOKA, wybieramy tą krótszą ale niestety bardziej krętą przez górskie przełęcze.

20180629_094845

Wodospad Boka faktycznie jest monumentalny, wrażenie robi już od razu, gdy tylko spoglądamy na niego z przydrożnego parkingu.

DSCN0410

Do wodospadu prowadzi wąska ścieżka początkowo do tarasu widokowego jest łatwa i dość bezpieczna, powyżej robić się coraz bardziej stromo i coraz bardziej wąsko.

DSCN0403

Z małymi dziećmi może być dość ciężko tam się wdrapać, tym bardziej, że szlak jest kamienisty i łatwo się poślizgnąć. Gdy już jednak opanujemy podejście czekają nas takie widoki:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Można być powiedzieć, że w kolejnym etapie schodzimy na a nawet lekko pod ziemię do wąwozu Tolmin.

DSC_0352

Przybywamy tam późnym popołudniem, pełny parking nie był dobrą przepowiednią, spodziewaliśmy się tłumów, ale okazało się, że ludzie jakoś tak się rozeszli i pochowali w zakamarkach wąwozu, że nie odczuwaliśmy obecności innych turystów.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na spokojne zwiedzanie wąwozu potrzeba ok. 2h, warto na chwilę przysiąść i nacieszyć oczy pięknym błękitem wody. Jedną z największych atrakcji Wąwozu Tolmin jest Niedźwiedzia głowa (Medvedova glava), czyli głaz zawieszony między ścianami wąwozu rzeki Zadlaščica. Pierwsi turyści zwiedzający wąwóz uznali, że pokryty mchami i drobnymi roślinkami kamień przypomina im kudłatą głowę niedźwiedzia, stąd ta nazwa.

DSC_0369

Po zwiedzaniu tradycyjnie czas na obiadek, zachęceni zapachami zjadamy tradycyjny filet z kurczaka z frytkami w restauracji tuż obok wąwozu i po raz kolejny przekonujemy się jak mocno kuchnia słoweńska jest podobna do naszej polskiej.

Dzień Szósty – Płyniemy do Wenecji !!!

Tak, Tak, kompletne szaleństwo, wstajemy o 5:00 i ruszamy do Piranu na wybrzeże, aby tam zaokrętować się na prom i ruszyć do Wenecji. Tą fakultatywną wycieczką pomógł nam zorganizować przesympatyczny Pan Paweł z portalu visitslovenia.pl.

Piran o poranku i zachodzie prezentuje się przepięknie.

O podróży do Wenecji marzyliśmy od dawna i nie zawiedliśmy się, oczywiście, że jest drogo, oczywiście, że jest gorąco, oczywiście, że jest dużo ludzi i NIE oczywiście, że śmierdzi. Uważamy, że warto się tam wybrać i poczuć ten klimat. Na pewno możemy polecić zwiedzanie indywidualne, według własnej trasy, natomiast warto załapać się i skorzystać z umówionych przez organizatora posiłków oraz innych atrakcji typu rejs gondolą. Po pierwsze mamy gwarancję, że o danej godzinie uda nam się to zaplanowaliśmy oraz skorzystamy z tego duuuużżżoooo taniej a trzeba mieć świadomość, że jeden dzień w Wenecji może wydrenować nasz portfel tak jak tydzień wakacji w Słowenii.

Zdjęcia z Wenecji można obejrzeć na naszym profilu fb.

Dzień Siódmy – Odpoczywamy …ale…

W końcu czas odpocząć, ostatni dzień to było szaleństwo od 05:00 do 23:30 na nogach, głowa pełna wspomnień i pięknych obrazów. Czas to utrwalić na spokojnie w zaciszu naszego domu wakacyjnego.

Długo jednak nie da się tak leżeć, po obiedzie ruszamy z Tymkiem na wycieczkę rowerową po okolicy.

Dzień Ósmy – przykra niespodzianka.

Poranek funduje nam przykra niespodziankę, nasza Natalia budzi się z obolałym gardłem i gorączką, niestety pewnie zmiana temperatur z alpejskich umiarkowanych na gorące weneckie, klima w aucie i na promie oraz różne lody i napoje zrobiły swoje.

DSCN0522

Jesteśmy wyposażeni w różnego rodzaju medykamenty i już druga połowa dnia zwiastuje, że nie będzie to zbyt długa infekcja.

Dzielimy się, więc na dwie ekipy, dziewczyny zostają w domy i walczą o zdrowie a chłopaki jadą obejrzeć pobliski Wodospad Savica. Wstęp do wodospadu Savica jest płatny ale jest to symboliczne 3EUR, warto pamiętać, że dzieci do 6 roku życia mają wejście gratis. Około 30 minut zajmuje nam wejście ścieżką, częściowo kamienistym szlakiem a częściowo schodami w górę. Po tym czasie dochodzimy do drewnianej zadaszonej wiaty z której z jednej strony mamy wspaniały widok na całą dolinę, a z drugiej strony świetny widok na wodospad.

Popołudnie to wypad rowerem na Uskownicę, trudny wymagający podjazd, trasa dla wprawionych rowerzystów MTB, ale obfitująca w piękne widoki.

Dzień Dziewiąty – kajakiem po Bohinjskim jeziorze.

Dziewczyny już prawie dobrze, ale żeby tego prawie nie zapeszyć na zaplanowane kajaki ruszają znowu tylko chłopaki. Tuż przy jeziorze znajduje się wypożyczalnia sprzętu wodnego. Po krótkiej rozmowie z Panią w wypożyczalni dowiadujemy się jakie są prądy wodne na jeziorze i ustalamy, że 3h to będzie optymalny czas wypożyczenia. Koszt nie jest duży, za dwie osoby płacimy 12€, w tej cenie dostajemy kamizelki i bezpieczny tzw. niezatapialny kajak.

20180703_12002920180703_110955

Tak czystej wody jeszcze nie widzieliśmy.

 

My na kajakach a dziewczyny już prawie zdrowe, dodatkowo sił dodaje im pyszna regionalna rybka w restauracji-pizzerii Pr’Pristavc. Polecamy to miejsce gdyż poza daniami regionalnymi serwują tam świetną pizzę na cienkim cieście. Rewelacja.

Dzień Dziesiąty – zwiedzamy stolicę Słowenii.

No i zdrowie wróciło, Natalia wróciła w 100% do świata żywych, zatem ruszamy do Ljubljany. Słowenia to mały kraj, więc i stolica nie jest duża. Lublana liczy obecnie ok 250 tys. mieszkańców oraz zajmuje powierzchnię 275 km². W planach mamy zwiedzanie:

  • mostu smoków,
  • zamku,
  • i spacer po starym mieście.

20180704_152318

Zacznijmy od praktycznej informacji na temat parkingu, jeżeli wybierzecie się autem do Lublany skorzystajcie z jednego z płatnych parkingów podziemnych, darmowe parkowanie na dziko w okolicy starego miasta jest praktycznie niemożliwe a koszty postoju przy ulicy dość wysoki, zatem jeżeli i tak trzeba zapłacić lepiej skorzystać z parkingu z monitoringiem. My zaparkowaliśmy dość blisko mostu smoków.

„Most Smoków” zaprojektowany w stylu Art Nouveau, zbudowany w 1901, znajduje się przy rynku miejskim w miejscu drewnianego Mostu Rzeźnickiego. Nowy most jedynie formalnie nosił imię Cesarza Franciszka Józefa. Jego oficjalna nazwa nigdy nie została zaakceptowana przez mieszkańców Lublany. Na moście znajdują się cztery niezwykłe postacie smoków. Most jest z jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów miasta i jednym z pierwszych mostów z żelazo-betonu w Europie.

U nas smoki LEGO spotkały się zw swoimi większymi kuzynami :-).

DSC_0310

Motyw smoków spotkamy w wielu miejscach, również w lublańskim zamku.

DSC_0317

Do Zamku wybieramy drogę dla leniuchów, korzystamy z zamkowej kolejki łańcuchowej.

Na terenie zamku jest kilka wystaw stałych i czasowych jak to w tego typu muzeach. Polecamy bardzo muzeum kukiełek, które mieści się w zamkowych komnatach. Większość eksponatów jest ruchoma, można się nimi bawić i je uruchamiać, świetne dla dużych i małych.

Po wizycie na zamku warto zejść nad rzekę i przespacerować się wzdłuż Lublanicy, najlepiej deptakiem o nazwie Cankarjevo nabrežje. Napotkamy tu całe mnóstwo knajpek, kafejek, sklepików i kramów z pamiątkami. Zresztą zobaczcie sami:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dzień Jedenasty – Vogel.

Przyszedł czas na wysokie góry. Prognostycy zapowiadali ładną pogodę więc trzeba korzystać. Na górę dostajemy się wyciągiem, lepiej poświęcić trochę grosików na to żeby mieć więcej czasu na rozkoszowanie się widokami w wyższych partiach gór. Do  dolnej stacji wyciągu docieramy autobusem i ruszamy pierwszym kursem kolejki na górę.

DSC_0486DSC_0488DSC_0484

Wybraliśmy szlak, który nie wymagał trawersowania czy trudnej wspinaczki, było klika trudniejszych momentów ale w końcu to Alpy, te łagodniejsze Julijskie ale zawsze to Alpy, więc na wysokościach ok. 2000 m.n.p.m. muszą się już pojawić trudniejsze podejścia i zejścia.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na ciekawą sytuację trafiliśmy na zejściu, w kompletnej głuszy, na polance do wypasu owiec i krów ale jeszcze dość wysoko w górach, można było kupić sery, mleko, maślankę i inne wyroby mleczarskie i …..można było płacić kartą. Kompletna dzicz, prąd z agregatu, baza w walonkach i terminal do kart. Rozbawiło nas to połączenie tradycji i nowoczesności.

Planując wycieczkę na Vogel przeznaczcie na to cały dzień, w tych górach nie warto się spieszyć, lepiej podziwiać widoki.

Dzień Dwunasty – po miód i smakołyki do Radovljica.

Słoweńskie miody są znane, możemy kupić miody kasztanowe, waniliowe, wrzosowe, malinowe i całą masę innych smaków. Sekretem są mobilne ule umieszczone na samochodach, pszczelarze przejeżdżają tymi autami w różne miejsca tam gdzie kwitną kwiaty.

My wybieramy się po miód do maleńkiego lokalnego warzywniaka z produktami z okolicy: Domača lokalna trgovina 18sedem3, Gregor Buden, s.p. Gorenjska cesta 1, 4240 Radovljica. Wybór miodów jest imponujący, przy okazji zaopatrujemy się też w lokalne sery, tuż obok trafiamy na winiarnię, a bardzo nam zasmakowały słoweńskie półsłodkie wina, więc w naszym bagażniku ląduje skrzyneczka różnego rodzaju win.

Radovljica to urocze małe miasteczko (ok. 6000 mieszkańców), z uroczymi uliczkami przypominającymi włoskie miasteczka na południu Europy.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Nam pozostanie w pamięci przepyszny obiad jaki zjedliśmy w restauracji Grajska Gostilnica. Świetna obsługa, przepyszne jedzenie i bardzo przystępne ceny. Szczerze polecamy kalmary zapiekane z ziemniakami, warzywami i serem w piecu oraz filet z kurczaka w zapiekance z kolorowymi warzywami. Bardzo miło wspominamy Panią kelnerkę, która opowiadała nam z pasją o tych posiłkach, starała się nawet mówić po polsku. Wszystko na plus.

Deser chcieliśmy zjeść gdzie indziej, w planach było lokalne ciastko Gibanica. Na ciastko udaliśmy się do Kavarna & Slaščičarna Vidic. Czym jest gibanica? Słoweńskim ciastem tradycyjnym, tak jak sernik i szarlotka w Polsce. Z tym że Słoweńcy połączyli sernik i szarlotkę w jedno, dodając całkiem pokaźną warstwę orzechów i maku oraz zamykając to w cieście filo. Dla nas to ciastko było zbyt słodkie ale to kwestia gustu, jeżeli ktoś gustuje w słodyczach na pewno będzie zachwycony.

20180706_151121

Słowenia słynie z czystej wody, można spokojnie pić bez gotowania wodę z wodociągów, jesteśmy do tego wręcz zachęcani co kawałek na szlaku. W miasteczkach można spotkać punkty gdzie bezpłatnie można napełnić wodą bidony, co ciekawe w niektórych restauracjach woda do obiadu jest gratis.

DSC_0738

Dzień Trzynasty – po drugiej stronie wodospadu.

Kto nie marzył o tym aby przejść na drugą stronę wodospadu ? W Słowenii mieliśmy szanse przeżyć coś takiego.  W ostatni dzień naszych słoweńskich wakacji wybraliśmy się na a w sumie to pod wodospad Peričnik.

DSC_0639

Dojazd do wodospadu poprowadzony jest zwykłą szutrową drogą. Można tak jak my podjechać na pobliski parking i podejść pod sam wodospad albo zrobić sobie dłuższą wycieczkę doliną Triglavskiej Bistricy.

Podejście do wodospadu jest dość łatwe, natomiast ścieżka za wodospadem wymaga trochę ostrożności z uwagi na panującą wszędzie wilgoć. Warto było zabrać kurtki przeciwdeszczowe, gdyż rozbryzgi wody dawały się we znaki. Wrażenie przebywania po drugiej stronie wodospadu jest nie do opisania.

Dzień Czternasty – wracamy :-(.

W końcu nastał ten przykry moment, czas powrotu. Słowenia nas zachwyciła i oczarowała, zostało jeszcze sporo miejsc do odwiedzenia. To piękny kraj, kraj wodospadów, czystej wody, pięknych wąwozów, sympatycznych ludzi, ciepłego morza, przepięknych jaskiń, dobrego jedzenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s